poniedziałek, 19 marca 2012

#3


Rozdział 3

Stąpam powoli leśną ścieżką, a promienie słońca nacierają na mnie z możliwie każdej strony. Nie mam okularów przeciwsłonecznych, przymykam powieki próbując nie oślepnąć. Na sobie mam tylko zwiewną czerwoną sukienkę, nawet stopy są bose, przez co kamyczki wbijają mi się i łaskoczą delikatnie. Wszędzie dookoła cisza. Niepokojąca cisza, nie słuchać szumu wiatru, śpiewu ptaków .. Kompletnie nic. Nagle słońce zachodzi , zrywa się lekki wiatr , który muska moje ciało. Zimno mi . Pocieram dłońmi o ramiona. W jakimś dziwnie szybkim tempie słoneczny las zamienia się w ciemne, zimne i nieprzyjazne miejsce. Jedynie cisza pozostaje taka sama, niczym nie przerwana ...
***
Budzę się zdenerwowana z szybko bijącym sercem. Chwilę zajmuje mi przypomnienie sobie gdzie jestem i co się przed chwilą stało. No tak, zły sen, ostatnio budzę się tak dość często. Która godzina ? Siódma, czyli mam jeszcze czas, do szkoły dopiero na 9, kocham piątki.
Mimo tego, że normalnie zasnęłabym znów nie przejmując się niczym, wstaję z łóżka i ruszam do kuchni. O dziwo, w domu panuje zupełna cisza przerywana tylko tykaniem zegara. Mama pewnie jest już w pracy, a Eric jeszcze śpi. Na blacie jak zawsze leży lista rzeczy do zrobienia. Moja rola ogranicza się mniej więcej do opieki nad młodszym bratem, resztę stara się załatwić mama. Muszę przygotować mu śniadanie, tak ? No to do roboty !
Mleko, woda, mąka i jajka już leżą na stole. Jeszcze tylko proszek do pieczenia i szczypta soli. Miksuję, dolewam, , nakładam, smażę, smaruję, aż z bezkształtnej masy powstaje stosik kruchych naleśników. Nie wiem czym je posmarować, więc na stół kładę wszystkiego po trochu. Nutella, serek waniliowy i dżem - obowiązkowo !
Młody już wstał. Stanął w drzwiach salonu i z przymkniętymi powiekami przeciągnął się sennie. Zauważył przygotowane śniadanie i automatycznie oczka mu się zaświeciły. Nie wiedziałam, że taki malec może .. tyle zjeść ! Podczas, gdy ja zadowoliłam się dwoma naleśnikami, Eric pożarł całą resztę. Ale sprzątać oczywiście musiałam ja ..
***
Przez wszystkie lekcje po prostu się nudziłam. "Pełniłam jedynie funkcję dekoracyjną" - jakby to powiedziała Lauren.
"Przeżyłam te 5 lekcji, przeżyję i 5, ostatnią." - pomyślałam i razem z Dziewczynami odłożyłam torby pod salę matematyczną. Trzeba było jeszcze wziąć książki z szafki, więc ruszyłyśmy w stronę szafek na parterze. Drogę zastąpiła Nam Violetta i jej świta. Kolejna szkolna księżniczka. Nie widziała dupa słońca. Bożee, ale ja ich nie lubiłam. Przeczuwając zbliżającą się potyczkę westchnęłam głośno. Nie chciało mi się z Nią kłócić, ruszyłam przed siebie omijając ją , ale nie pozwoliła mi na to . Wyciągnęła rękę i zatrzymała mnie słowami "Poczekaj !" .
- Czego chcesz ? - spytała Natalie kładąc ręce na biodra i przyjmując wojowniczą pozę. - Skończyła Ci się tapeta ?
- Uspokój się Haller, nie powinnaś się tak denerwować. Złość piękności szkodzi, a Tobie już mało zostało .. - odpowiedziała na zaczepki Viola. Trafiła w czuły punkt, Natalie nienawidziła, gdy ktoś zwraca się do Niej po nazwisku. Zwróciła się bezpośrednio do mnie, ignorując moje przyjaciółki. - Mam sprawę, kiedy możemy pogadać ?
- Nie mam dużo czasu, co się stało ? - spytałam przyjmując obojętny ton, choć ciekawość czegóż to Księżniczka ode mnie chce zżerała mnie od środka.
- Nie teraz. Jutro przed lekcjami, w łazience przy wejściu. - powiedziała. W jej twarzy zauważyłam jakąś zmianę, nie była już taka pewna siebie. Czyżby stało się coś, co zachwiało wspaniałością Violi ? - Nie zajmie to dużo czasu, tylko chwila.
Przytaknęłam na zgodę i nie chcąc wdawać się w większą dyskusję ominęłam ją, teraz już bez większych problemów.
- Czego od Ciebie chciał ten pustak ? - spytała Lauren otwierając swoją szafkę.
- Nie wiem, chciała pogadać. Zgodziłam się, chciałabym wiedzieć co sprawiło, że Księżniczka nie wygląda już na taką wspaniałą. - wyciągnęłam książki z szafki i trzasnęłam drzwiczkami. W tym samym momencie zabrzmiał dzwonek. Znając życie , matematyczka już czeka.

***

Weszłam do klatki chowając się przed deszczem. Czemu musiało tak lać ? Gdzie ta piękna pogoda ? Na szczęście jestem już prawie w domu. Kilka pięter w górę i będzie mi już ciepło, miło i przytulnie. Z taką myślą nacisnęłam guzik windy. Chwilę później srebrne drzwi rozsunęły się i weszłam do środka. Nie przepadałam za windami, zawsze bałam się utknąć w którejś z Nich. Winda zatrzymała się na piętrze mieszkania Yvonne, choć ja sama jechałam dwa niżej, nie rozumiałam czemu nie mogła mnie wysadzić na właściwym piętrze. Czyli ktoś wsiada, tego też nie lubiłam. Ludzie w windzie dziwnie się zachowywali. Ostatnio jakiś łysiejący facet zaczął śpiewać piosenkę Rihanny, nie wiem, może przez słuchawki w uszach nie zauważył, że stoję w kącie ?
Jednak zamiast łysiejącego faceta, do windy wszedł jakiś chłopak, miła odmiana. Uśmiechnął się do mnie wchodząc, przez co na policzkach pojawiły się malutkie słodziutkie dołeczki . To, w połączeniu z loczkami na głowie, zielonymi oczami i na prawdę fajnymi ciuchami sprawiło, że na prawdę mi się spodobał. Nie widziałam go tu wcześniej. Miałam szczęście, ze nie zaczęłam się tępo uśmiechać, co byłoby dość prawdopodobne w moim przypadku ..
Zamiast tego jednak, uśmiechnęłam się najładniej jak potrafiłam i przesunęłam się , robiąc mu miejsce.
- Cześć ! - rzucił nadal się uśmiechając i chwycił mocno barierkę windy sprawiając wrażenie zakłopotanego. Zauważył mój dziwny wzrok i wyjaśnił - Oh, wiesz, w windach można się zaklinować czy coś .. - Niee, czytał mi w myślach, czy coś ? No i co miałam teraz powiedzieć ? " Oo, to zupełnie tak jak ja , wyjąłeś mi to z ust ! " ? Nie , to głupie.
- Taak, święta racja. - No, wybrnęłam z sytuacji nie czerwieniąc się jak burak, brawa dla mnie.
Uśmiechnął się w odpowiedzi jeszcze szerzej . Słodko się zrobiło, mógłby się zawsze tak do mnie uśmiechać. Choć pewnie widzę go pierwszy i ostatni raz w życiu .. - O, ja tu wysiadam , do zobaczenia ! - rzucił i CIĄGLE się uśmiechając wyszedł z windy . Przez chwilę stałam w osłupieniu odprowadzając go wzrokiem. Ej, ej, chwila, po co ja zjechałam znów na dół ? 

***

Po obiedzie ( choć paluszki rybne z mikrofalówki nie powinno się nazywać obiadem) wybrałam się do Yvonne. Nadal nie wiem gdzie się wyprowadza. Otworzyła mi drzwi i zaprosiła do salonu.
- Yvonne, tak właściwie .. Dokąd się wyprowadzasz ? Tak konkretniej ? - spytałam siadając w wygodnym fotelu.
- Ah, to taka mała miejscowość na południe od Londynu, Redhill . - odpowiedziała machając ręką.
- Redhill ? Przecież to wieki stąd ! To .. Nie będziemy się widywać? Ale .. Ale czemu tak daleko ? - nie mogłam w to uwierzyć, z dnia na dzień miałam pozbyć się tak ważnej części dnia jak pobyt u Yvonne ?
- Oh Cassie .. Redhill to wcale nie takie wieki stąd, to nie tak daleko. Oczywście, że będziemy się widywać, będziesz Nas odwiedzać, a ja Ciebie też z resztą. Czemu ? Dlatego, że Edward tam mieszka. Będzie łatwiej zacząć życie tam, gdzie będę miała pewność, że będę szczęśliwa. Będę szczęśliwa, bo będę tam z Edwardem. - wytłumaczyła to idealnie. Też chciałabym umieć tak ubierać w słowa moje myśli .. Zamiast tego, często gubię się w tym o chcę powiedzieć, ale mniejsza o to . Dzięki informacjom Yvonne, uspokoiłam się trochę. - A poza tym, będziesz miała bardzo fajnych i miłych sąsiadów. Piątka młodych chłopaków, na pewno Ci się spodobają ! Byli tu dzisiaj, przed Twoim przyjściem . Szkoda, że nie przyszłaś wcześniej, może byś ich zobaczyła. Jeden miał takie fajne loczki, aż miałam ochotę je tak .. pacnąć , jak kotek ! - Uuaa, czyli może jednak spotkam mojego towarzysza podróży windą jeszcze raz ?

***

Wieczorem jak zwykle nie mogłam zasnąć. Tym razem jednak głowę nie zaprzątały mi problemy. Nie umiałam się pozbyć myśli o lokowatym chłopaku z windy. Nie wiem nawet jak się nazywa. Nie wiem ile ma lat i skąd jest. Nie wiem czy nie ma przypadkiem dziewczyny. A mimo wszystko cały czas o Nim myślę. Nie zakochałam się , ale mimo wszystko, nie mogłam wyrzucić go z głowy. Zamieniłam z Nim tylko kilka słów, a czuję się , jakbym znała go od co najmniej wieków. Aż mi tak głupio, to przecież takie nierozsądne ..
Wstałam z łóżka i odpaliłam mojego laptopa. Weszłam na facebooka i szybko napisałam na naszej wspólnej rozmowie do moich przyjaciółek. Na szczęście były dostępne, odpisały błyskawicznie.

Cassie Parrish

Ale jaja, wiecie, że kocham loczki ?
Natalie Haller
Skąd jest ? Jak się nazywa ? Ile ma lat ? Całowaliście się?
Lauren Groats
Nat , przesadzasz .
Awwwww , loczki ii *.*

Megan Wilder
też chcę :c

Tak , nie wiem ile ma lat, jak się nazywa. Nie, nie całowaliśmy się . Podekscytowanie wyleciało ze mnie w błyskawicznym tempie, a powoli doszło do mnie, że JA GO NIE ZNAM. Szanse na znajomość ? Praktycznie żadne. Mogę zacząć zbierać zakłady w którym momencie coś spieprzę, taak.

Cassie Parrish
Widziałam go dziś pierwszy raz w życiu, nie wiem jak się nazywa, ile ma lat, nie całowaliśmy się. ALE JEST FAJNY ! I będzie moim nowym sąsiadem !

Reakcja natychmiastowa. Nie ma to jak wsparcie przyjaciół. Już miałam odpisywać na te wszystkie „ Ochh  ! „  , „Awww ! :3” i  „ Achh <3” , gdy przerwał mi dźwięk kolejnej wiadomości . Monica i Natalie, przyjaciółki, których nigdy nie widziałam, znam z Internetu. Ktoś mógłby powiedzieć, że taka przyjaźń to nie przyjaźń, z Nami jednak jest inaczej.

Monica Daniels
Cass, cały dzień Cię nie było ! :D
Natalie Welsh
Mam przeczucie , że coś się stało ! xd

Czyli już zdążyły jakimś cudem połączyć się ze mną telepatycznie i dowiedzieć się, że coś mi leży na sercu , fajnie.


Cassie Parrish
Tak w skrócie , spotkałam dziś w windzie chłopaka z cudownymi loczkami, który będzie moim nowym sąsiadem. Jest świetny i uwaga, Ma dołeczki w policzkach !

Natalie Welsh
Uua , w windzie …. Nie no, żartuję , to super ! Masz zdawać Nam relacje na bieżąco, rozumiesz ?
Monica Daniels
Ja też chcę takich sąsiadów :c Właśnie, relacje na bieżąco !! :D

Oho, mama wraca z pracy. Nie podoba jej się, że tak długo siedzę przy komputerze. Pożegnałam się szybko życząc dobrych snów i zamknęłam laptopa. Musiałam sobie oczywiście zrobić coś w drodze od biurka do łóżka, teraz boli mnie palec ..

***
No więc, tak jak widzicie, chłopcy powoli zaczynają się pojawiać w opowiadaniu :) Bardzo dziękuję za te wszystkie wejścia, komentarze, opinie i miłe słowa, na prawdę fajnie wiedzieć, że ktoś to przeczytał. Możecie wiedzieć, że cieszę się jak głupia przy każdej opinii. Każda, bez wyjątku jest dla mnie ważna i bardzo cenna :3
e. można komentować też bez konta, zmieniłam to w ustawieniach :)

niedziela, 18 marca 2012

#2


Rozdział 2

" Pójdziesz do nowej szkoły, ale to nie sprawi Ci problemu, będziesz chodził razem ze swoimi przyjaciółmi. Z resztą .. Nie wiem dlaczego tak się denerwujesz, zamieszkasz z osobami, które kochasz. Zawsze powtarzałeś mi ile dla Ciebie znaczą Twoi przyjaciele .. Chciałeś w przyszłości z Nimi zamieszkać, tak ? Zrozum, tak będzie najlepiej dla wszystkich .. Kochanie, wiesz, że chcę dla Ciebie jak najlepiej... Będziemy do siebie dzwonić, a poza tym, to nie na zawsze .. Będziesz mnie odwiedzać, tak ? Oh, chodź się przytulić .. Tak bardzo Cię kocham..  "
***
- Jak to się wyprowadzasz ? - spytałam z niedowierzaniem i opadłam ciężko na krzesło kuchenne. - Nie , błagam powiedz , że żartujesz ! - powiedziałam , choć na żart to nie wyglądało. Czułam to w głosie Yvonne. - Ale ... Dlaczego ?
- Kochanie, nie denerwuj się tak .. - zaczęła zalewając wrzątkiem nasze kubki. - Właściwie chciałam Ci powiedzieć to wcześniej, ale jakoś tak wyszło .. - przeciągała swoją wypowiedź do granic możliwości. Nie no , co mogło się stać ? Myślałam, że jeśli stanie się coś ważnego, to mi powie, przecież tyle dla siebie znaczyłyśmy ... - Czasem jest tak, że jedna rzecz, a raczej jedna osoba, potrafi bardzo zmienić nasze życie, prawda?
Przerwał jej dzwonek do drzwi. Żeby w takim momencie ? Nie wiem czego się spodziewałam, ale na pewno nie tego, że Yvonne poderwie się z krzesła jak oparzona i w szaleńczym jak na taki wiek tempie pobiegnie na korytarz. Usłyszałam szczęk zamka w drzwiach, stłumioną rozmowę i coś na dźwięk cmoknięcia. Nie wiedziałam kompletnie czego się spodziewać, to wszystko jakoś nie mieściło mi się w głowie ..
- Cassandro, poznaj Edwarda. - zaczęła Yvonne wchodząc do kuchni i trzymając za rękę jakiegoś starszego mężczyznę. - Przepraszam, że nie przedstawiłam Ci go wcześniej, ale .. Nie wiedziałam jak zareagujesz, wolałam poczekać, aż wszystko będzie pewne .. - ciągnęła, a ja nadal nie wiedziałam o co chodzi. Nie rozumiałam nic z jej słów. Uśmiechali się oboje do mnie nieśmiało, nadal trzymając się za ręce. Widząc moją zdziwioną minę Yvonne dodała - Mam nadzieję, że .. będziesz Nas odwiedzać, tak ? - O boże. To dlatego Yvonne chodziła od jakiegoś czasu taka .. rozpromieniona, to dlatego tak często pytała mnie się o zdanie w sprawie ubrania czy makijażu .. Czy ja na prawdę byłam taka ślepa nie zauważając tego ?
- Uhh, tak .. oczywiście .. - zdołałam z siebie wydusić nie wiedząc gdzie zawiesić swój wzrok. Nie chciałam przypatrywać się Yvonne i .. jej nowemu partnerowi, pewnie uznali by to za niegrzeczne. Nagle kubek, z którego piłam od dziecka stał się jakoś wyjątkowo interesujący..
- Może przejdziemy do salonu ? - zaproponowała Yvonne. Nadal w zupełnej ciszy podążyłam za Nią, który okazał się być równie zagracony. Po chwili cisza w całym mieszkaniu zaczęła mnie denerwować , więc starając się przybrać jak najmilszy ton głosu powiedziałam - Więc .. Dobrze zrozumiałam, pobieracie się ? - dość głupie pytanie, taak .. Twarz obojga momentalnie się rozjaśniła i z entuzjazmem zaczęli opowiadać o wszystkim. - Tak, ślub będzie pod koniec kwietnia mamy już ustalony termin, konkretniej to będzie 23, chcemy, żeby było cieplej niż jest teraz .. Do tego czasu zamieszkamy razem, prawda Edwardzie ? - powiedziała Yvonne czule gładząc rękę Edwarda.
- Tak, uznaliśmy, że wygodniej nam będzie w moim domu na obrzeżach miasta niż tu .. Potrzebujemy jednak trochę przestrzeni. - wyjaśnił ogarniając wzrokiem pomieszczenie. Tak, mieli rację w każdej sprawie. Lepiej będzie się wyprowadzić, z tego co zrozumiałam, pan Edward jest dobrym ogrodnikiem i nie chce opuszczać swojego ogródka. Poza tym, nie chcą czekać ze ślubem, zrozumiałe ze względu na ich wiek. Wszystko idealnie zaplanowane. Nie wiem czemu, ale denerwowało mnie to, musieli długo nad tym myśleć, a ja .. Nic nie wiedziałam, nie podejrzewałam.
Rozmowa toczyła się dalej swobodnie, choć przerodziła się raczej w monolog Yvonne i Edwarda, którzy, trzeba przyznać, wyglądali na naprawdę zakochanych. Czule spoglądali sobie w oczy, uśmiechali się do siebie .. Przez chwilę poczułam coś na kształt .. Ukłucia w sercu. Też chciałabym mieć taką osobę. Odgoniłam jednak szybko te myśli i starałam się skupić na potoku słów płynących z ust zakochanych siedzących na kanapie.
Nawet nie wiem jakim cudem, minęła godzina. Wsłuchałam się w opowieści Yvonne i Edwarda, potrafili na prawdę barwnie opowiadać to, co już się zdarzyło jak i swoje plany. Świata poza sobą nie widzą. Sposób w jaki Edward patrzył na Yvonne .. Nie umiem tego opisać, ale chciałabym , żeby kiedyś .. Ktoś też tak na mnie patrzył..

***

Zanim wróciłam do domu minęła już 19. Na szczęście jeden sms , "Jestem u Yvonne" , daje mojej mamie pewność, że jestem bezpieczna, a w dodatku , dwa piętra wyżej. Otworzyłam drzwi swoim kluczem, a od razu dobiegł do mnie odgłos telewizora. Eric siedział na kanapie i oglądał jakąś bajkę, wpatrzony w ekran telewizora jak w obraz. Mamy nie było nigdzie widać. Rozebrałam się z płaszcza, rzuciłam torbę gdzieś w kąt i rzucając braciszkowi szybkie "Cześć szkrabie !" Postanowiłam poszukać mojej rodzicielki.
Siedziała przy biurku i stukała palcami w klawiaturę swojego służbowego laptopa. Zauważając moje wejście podniosła wzrok znad komputera i omiotła spojrzeniem zagracony, ciasny pokój służący za gabinet.
- Zrób sobie i Ericowi kolację, dobrze ? - Tyle. Nic więcej. Powróciła myślami do laptopa. Żadnego "Cześć córeczko !" Żadnej wzmianki typu "Co tam w szkole ? " Nic. W sumie, powinnam się do tego przyzwyczaić. Mama od zawsze dużo czasu spędzała na pracy, nie miałam jej tego za złe .. Utrzymywała nas w końcu , zawsze chciała żeby wiodło się nam jak najlepiej. Szkoda tylko , że przy tym wszystkim straciłyśmy jakikolwiek kontakt.. Stałam jeszcze przez chwilę w drzwiach pokoju, dopóki mama zauważając moją obecność, ale nie odwracając wzroku od monitora, rzuciła jeszcze - Muszę dokończyć ten cholerny projekt, zabiją mnie jeśli tego nie zrobię ..
Pokiwałam ze zrozumieniem głową, rzuciłam "Powodzenia mamo." i wyszłam zamykając za sobą drzwi. Skoro to takie ważne, nie chcę jej przeszkadzać ...

***

Kiss me like you wanna be loved
You wanna be loved
You wanna be loved
This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love *


Znam już swój sufit chyba na pamięć. Każde zagłębienie, każdą wypukłość. Każdy ślad po komarzym życiu, które zabrałam gazetą. To trochę dziwne, że spędzam tyle czasu wpatrując się w prawie w całości białą płaszczyznę. To takie odprężające.
Poukładałam sobie wszystko w głowie, tak jak zawsze muszę mieć wszystko uporządkowane.
Yvonne się wyprowadza razem z nowo poznanym mężczyzną, którego bardzo kocha, a on kocha ją. Hm, nie wiem gdzie, muszę zapytać. Wiedziałam , że czegoś zapomniałam ..
Pogłaśniam muzykę i przymykam oczy. Nie ma to jak relaks. Dochodzi pierwsza w nocy, kiedy ciągle ze słuchawkami w uszach, zasypiam .

***
No i jest #2 ^^. Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, wejścia i opinie, fajnie wiedzieć, że ktoś to przeczytał :) 100 wejść pierwszego dnia ? Jesteście niesamowici :3 No i oczywiście zapraszam do komentowania, może coś tu zmienić ? Chciałabym znać Waszą opinię.
+ Jeśli chcecie być informowani na tt, napiszcie w komentarzu :)

*Ed Sheeran - Kiss me


sobota, 17 marca 2012

#1


                                                          Rozdział 1

     Lubię biologię. W sumie nawet nie wiem czemu, ale kto nie lubiłby lekcji, na której nic się nie dzieje ? Brodawka jak zwykle miała coś do załatwienia, więc zadała nam kilka ćwiczeń i znikła za drzwiami klasy. Ledwo stukot obcasów ucichł, każdy zajął się swoimi sprawami, a co ćwiczeniach nie było mowy. W końcu i tak zapomni, że je zadała .. Rozsiadłam się wygodnie spoglądając na Lauren, moją najlepszą przyjaciółkę, z którą dzieliłam ławkę. Chwilę później dosiadły się do Nas Natalie i Mary. Nasza czwórka stanowiła stałą paczkę, zawsze trzymałyśmy się razem, więc po jakimś czasie przykleiła się do Nas nazwa "Święta Czwórca" . W sumie mi to nie przeszkadzało, cieszyłam się, że mam osoby, na kórych wiem, że mogę polegać . Od zawsze miałam pecha co do 'przyjaciółek' , ale odkąd poznałam Lauren, Natalie i Mary czułam, że to moje .. pokrewne dusze ! Tyle wspomnień, wspólych zainteresowań, problemów .. Nie wyobrażałam sobie życia bez Nich.

     - Robimy dziś coś spektakularnego ? - powiedziała Natalie przerywając moje rozmyślania.
     - Dziś nie mogę, obiecałam Yvonne, że pomogę jej z wiosennymi porządkami . - odpowiedziałam bez namysłu. Yvonne, czyli moja 65-letnia sąsiadka . Jej też dużo zawdzięczam, opiekowała się mną od małego. Wychowuję się bez ojca, więc mama nie zawsze miała mnie z kim zostawić, gdy gdzieś wychodziła. W takic sytuacjach zawsze była ze mną Yvonne. Dobrze się dogadujemy, nie traktuję jej jak starszą panią, a raczej jak .. dobrą przyjaciółkę, więc cieszyłam się, że miałam z Nią spędzić dziś cały dzień.

     - Na prawdę chce Ci się pomagać tej starszej pani w porządkach ? Bez Nas ? - spytała z niedowierzaniem Mary. Dziewczyny nie rozumiały mojej wdzięczność dla Yvonne. Znały ją, często chodziły do Niej razem ze mną i wiedziały ile dla mnie znaczy. Im też doradzała w sprawach sercowych, szkolnych czy rodzinnych , ale mimo wszystko nie do końca rozumiały dlaczego tak uwielbiam spędzać czas w jej małym, pełnym 'skarbów' mieszkanku.

     - To chodźcie ze mną, co Wam szkodzi ? - zaproponowałam bazgrając serduszka na marginesie zeszytu.
Tak jak się spodziewałam, moja propozycja nie spotkała się z dużym zainteresowaniem, no cóż pójdę sama ..
Rozmowę przerwał Nam jakiś huk, trzask, a potem głośne "Nosz kurwa ! " . Cała nasza żeńska klasa w jednym czasie obróciła głowy w stronę, gdzie kiedyś stał piękny kościotrup ufundowany przez jakiegoś polityka , a teraz leżała biała kupa kości. Nasz kościotrup , nazywany też Frankie lub Kostatyn Wielki , został zmasakrowany przez Vicky leżącą teraz  na stercie białych , nieco połamanych kostek.

     - Mogłabyś następnym razem uważać gdzie stawiasz te swoje chude nogi . - powiedziała Claudia z teatralnym westchnięciem. Klasowa księżniczka najwyraźniej miała dziś zły humor, no cóż, jej mi nie szkoda. A zaczepiając Vicky trzeba się przygotować na solidną ripostę , nawet będąc księżniczką.
     - Twoje są zbyt grube, żeby je ruszać ? - prychnęła Victoria otrzepując ciemne rurki z nieistniejącego kurzu. Oceniając szkody obróciła się ucinając tym samym rozmowę. W tym samym momencie do klasy weszła, a raczej wbiegła Brodawka.
     - Co tu się dzieje ? Co ty wyprawisz Victorio ?! - krzyczała próbując pozbierać do kupy Frankiego. - Jak mogłaś ruszyć się z miejsca, nie można Was zostawić na KILKA MINUT ?! Co to ma znaczyć ?! - krzyczała, aż jej monolog przerwał dzwonek. "Kilka minut" zmieniło się w czterdzieści pięć, no cóż, czas szybko leci ...

                                                             ***

     - Czyli nie idzesz dziś z Nami do Marylin Caffe ? - spytała Natalie ubierając czarną, krótką kurtkę na siebie i owijając się długim kremowym szalikiem. Kalendarzowa wiosna nie musi oznaczać, że na polu ma być wiosennie, na zewnątrz nadal było cholernie zimno. Wiatr wiał praktycznie cały czas, a słońce kryło się za chmurami .

     - Niee, obietnia to obietnica. - odpowiedziałam zapinając czerwony płaszcz. - Ale bawcie się dobrze . - dodałam zamykając swoją szafkę.      - Bez Ciebie to nie to samo . - powiedziała Lauren. Lojalność to przydatna cecha u przyjaciółek. - Ale dzieki , Ty też baw się dobrze .. Ścierając kurze i .. wynosząc śmieci ..
Roześmiałam się i wyszłyśmy ze szkoły. Przytulając się na pożegnanie, rozstałyśmy się przed wyjściem ze szkoły . Boże , ale wiało ! Opatuliłam się szczelniej szalikiem i ruszyłam w stronę domu Yvonne.

                                                             ***